sobota, 5 grudnia 2015

Mural - ul. Mogilska 16/3

(1-najgorzej, 5-najlepiej)

W pewien listopadowy wieczór, kiedy temperatura spadła mocno poniżej zera, zachęceni zdjęciami z facebooka wybraliśmy się do Mural Pizza&Burger. Knajpka znajduje się w okolicach Ronda Mogilskiego, na rogu jednej z kamienic tam gdzie kiedyś stał Grill King (którego nie mieliśmy okazji nigdy odwiedzić). Już z daleka widać szyld, a przez przeszklone okno można ujrzeć dwóch panów krzątających się w kuchni.




Wchodzimy do środka, czuć przyjemny zapach, ale ciężko powiedzieć czy to pizza czy burgery. Koło kuchni jest cieplutko, grzeją piece i grill. Jeden z panów daje nam menu i składamy zamówienie. Bierzemy Classica 16zł (200gr wołowiny, autorski sos, sałata, pomidor, ogórek konserwowy, cebula czerwona) i Italiańca 18zł (200gr wołowiny, sos, sałata, pomidor, rukola, biała mozzarella, szynka parmeńska, pesto bazyliowe) nie pytani o stopień wysmażenia mięsa. 

Zajęliśmy miejsca w dalszych salach i oczekując na zamówienie obejrzeliśmy lokal. W środku niestety było zimno. To nie zachęca do dłuższego pobytu i picia zimnego piwka, które jest w lokalu dostępne (co się rzadko zdarza w burgerowaniach) i tanie! Bardzo zimne były krzesła i zaczęliśmy się rozglądać za grzejnikami, ale takowych nie znaleźliśmy. 
Ponadto lokal ma dość surowy wystrój, słowo przytulny to ostatnie jakie można użyć w opisaniu go. I naszym zdaniem brak tam "kobiecej" ręki. Na stołach stoją nikomu niepotrzebne różyczki, zeschnięte, brązowe. Po co? Nawet świeże nie są potrzebne w burgerowni, a co dopiero uschnięte. I jakby tego było mało, uschnięte potrafią być nawet kaktusy! Nikt tej martwej, ohydnej flory nie wyrzuci, tylko stoi i szpeci... W łazience oczywiście nie działa suszarka, nie ma ręczników, a mydło stoi w starej butelce pozbawionej dozownika, można je sobie nalać "z gwinta" tak jakby kupienie nowej butelki mydła w płynie graniczyło z cudem. I być może czepiamy się szczegółów, ale cóż... jak wiadomo - tam chowa się diabeł!








W końcu docierają do nas burgery. Przynosi je ten sam miły pan, na talerzach, zawinięte w papier, pyta który dla kogo i kładzie przed nami. Burgery wyglądają naprawdę ładnie, bułka jest spora, zrumieniona i już widać, że będzie chrupiąca. W środku sporo dodatków, autorski sos i niezbyt grube mięsko. 











Bułka tak jak przewidywaliśmy okazała się przepyszna, chrupka ale równocześnie miękka, nie za sucha. I na dodatek wytrzymała w całości do końca jedzenia. 
Mięso mocno pieprzne (chyba, że to sos), ale w ogóle nie słone. I nie przeszkadzałoby nam to, gdyby sól stojąca na stole nadawała się do użycia. Niestety ta była zbrylona, wilgotna i co najgorsze, pożółkła od góry, co strasznie nas obrzydziło. 




















Dodatków warzywnych w Classicu było sporo, sos autorski smaczny - wygląda na mieszankę majonezu, kechupu, pieprzu itd. 
Italianiec sprawiał wrażenie, że chce być exclusive, ale troszkę nie wyszło. Były dodatki opisane w menu, ale chyba spodziewaliśmy się lepszej jakości. Mozzarelli były dwa plasterki (na zdjęciach nawet jej nie widać), twarda rukola i taka sobie szynka parmeńska. Bazyliowego pesto nie było czuć w ogóle i prawdę mówiąc zapomnieliśmy o nim pisząc na drugi dzień tę recenzję. Przypomniało nam o nim zdjęcie menu. I może dlatego Italianiec jest tylko o 2zł droższy od Classica (chociaż nie ma w nim ogórka i czerwonej cebuli). 

Podsumowując: burgery nie najgorsze, mięso, które powinno być głównym bohaterem jest naszym zdaniem niewyczuwalne - albo trochę za cienkie, albo to przez brak soli (banalnym rozwiązaniem jest świeża sól na stołach, która przecież nie kosztuje dużo), bułka super, na warzywach nie oszczędzają w Classicu, ale oszczędzili na mozzarelli i pesto w Italiańcu, autorski sos smaczny. Gdyby dopadł nas straszny głód w tamtych okolicach, pewnie wzięlibyśmy Classica na wynos z prośbą o posolenie, ale Mural nie zachwycił nas tak, by wrócić tam z premedytacją. Lokal niestety zaniedbany, trochę jak knajpa, którą otwiera dwóch studentów dla swoich kolegów i panujące tam porządki są na poziomie studenckiego akademika. Naprawdę niepotrzebne są luksusy, wystarczy posprzątać, zagrzać i nie trzymać martwych roślin. 

czwartek, 3 grudnia 2015

Gruba Buła - Starowiślna 81



Do odwiedzenia budki z Grubymi Bułami zachęcił nas kolega z pracy, twierdząc, że nam posmakuje. Zachwalał zwłaszcza burgera z podwójną wołowiną 440g!

I tak pewnego, listopadowego i szarego popołudnia udaliśmy się na ulicę Starowiślną, by zakosztować Grubej Buły. Otoczenie budki jest mówiąc krótko brzydkie. Wyrwa w ulicy po zburzonej kamienicy, resztki budynków dookoła, siatkowe ogrodzenia, chwasty. I przytulona do jednej ze ścian stoi mała, niepozorna budka, parę skrzynek po hipsterskich napojach i ogromne szpule po kablach służące za stoliki. Na przyczepionej do budki tablicy ręcznie wypisano menu.






Zamówiliśmy Bacon + Cheese za 19zł (220g wołu, sałata, pomidor, ogórek, cebula czerwona, majonez, domowy keczup, ser cheddar, boczek) i Grubą Bułę (czyli Classic z podwójnym mięchem 440g) za 22zł. Usiedliśmy na skrzynkach przy szpuli i czekaliśmy ok 10min, a żołądek skręcało nam z głodu pod wypływem rozchodzących się z budki zapachów.

W końcu dostaliśmy nasze burgery, zapakowane w papier tak, by można je było ugryźć bez otwierania. Pierwsze co się rzuca w oczy to bułka. Cienka, płaska, mocno zgrillowana (jedna nawet może ciut za mocno). Okazała się bardzo chrupka, krucha, ale pod koniec mocno nasiąkła sokami i ciężko było jeść burgera, który wyślizgiwał się z papieru. Za to jej rewelacyjny smak rekompensuje niedogodności. Do tego sałata masłowa, taka jaką lubimy najbardziej, oraz plasterki warzyw. Najmocniejszym punktem burgera jest oczywiście mięso, niezależnie czy 220 czy 440g jego smak przebija wszystko. Mocno doprawione pieprzem, soczyste w środku, smakowicie podpieczone z zewnątrz. Gruba Buła zawiera dwa kawałki mięcha, a Bacon + Cheese jest obficie pokryty stopionym serem i chrupiącym boczkiem.
Sosów było w sam raz, burger nie był ani za suchy ani za mokry.








Jeśli chodzi o ocenę ogólną, to za Grubą Bułę czyli niemal pół kilo mięsa, 22zł to oferta bardzo opłacalna i zadowalająca nawet największych głodomorów! Ogrom pysznego mięsa w niewygórowanej cenie. Bacon + Cheese choć doskonały w smaku i aromatyczny, mógłby być w naszej opinii ociupinkę tańszy. 
Podsumowując - Grubą Bułę wpisujemy na mapę foodtrucków godnych polecenia tubylcom i turystom, sami z pewnością jeszcze tam zajrzymy! 

https://www.facebook.com/grubabula/info/?tab=overview

piątek, 6 listopada 2015

Beer House - Florianska 43

Beer House znamy od dawna, zaglądamy tam czasem na piwko czy pizzę. Fajna knajpa: niewygórowane ceny, ładny wystrój, nie w piwnicy (nie śmierdzi grzybem), zadbana toaleta, miła obsługa. 
Ale dopiero zdjęcie na ich fanpagu uświadomiło nam, że można tam zjeść pięknego, wielkiego burgera!
Odstawiliśmy wizytę na chłodniejsze dni, by lato wykorzystać na budy i foodtrucki. I tym sposobem zajrzeliśmy do Beer House na początku października, w środę prosto po pracy.
Lokal był pełen ludzi zajadających najróżniejsze dania: pizze, makarony, mięso, sałatki, burgery, naleśniki. Istnieje powiedzenie, że jeśli coś jest do wszystkiego to jest do niczego. Ale czy aby na pewno?
Nie obawialiśmy się zamówić burgery, bo wcześniej jedzone w Beer Housie potrawy były przepyszne. Za to mieliśmy problem z wyborem, ale w końcu postawiliśmy na zestaw: Beer House Burger (specjalność zakładu nazywana przez nas błędnie Classikiem) i Mexican Burger.
Beer House Burger (BHB) - 26zł:  220 g świeżo mielonej wołowiny z serem wędzonym, bekonem, ogórkiem kiszonym, pomidorem, krążkami cebulowymi, podawany z domowymi frytkami i sałatką.
Mexican Burger (MB) - 26zł: - 220g świeżo mielonej wołowiny, pikantne salami, mozzarella, papryczki Jalapeno, pomidor, ogórek kiszony, czerwona cebula, czerwona fasola, sałata – podawane z frytkami i sałatką.
W porównaniu z typowymi cenami burgerów 15-17zł w foodruckach 26 to faktycznie sporo. Ale!
Jemy w schludnym, przyjemnym lokalu, mamy dostęp do toalety. Dostajemy cały zestaw, a nie tylko burgera. I na dodatek dostajemy aż 220g wołowiny i masę ciekawych dodatków - fakt, nie jest to Classic!
Oczekując na zamówienie otrzymaliśmy darmowy, drobny poczęstunek (jak zawsze zresztą) tym razem była to ziemniaczana sałatka i kromeczki chleba. Niby drobna rzecz, a cieszy!
I w końcu przyszły burgery! 

Podane na firmowej desce, z sałatką ze świeżych warzyw, frytkami w koszyczku, miseczkami z majonezem, ketchupem i sztućcami. To były najpiękniejsze burgery jakie widzieliśmy w życiu! Ogromne, wysokie, kolorowe, a pachniały tak, że chciało się je pożreć w całości. Podpieczona złocista bułka z czarnuszką, ociekający serem burger, świeże warzywa, sosy....mmm... Jak zrobiony do sesji zdjęciowej a nie do jedzenia!
BHB podawany jest w towarzystwie domowych frytek tj. opiekanych księżyców ziemniaczanych z mundurkiem. Zamawiając MB dostaniecie zwykłe frytki. 
Nie zrobiliśmy tyle zdjęć ile byśmy chcieli, bo burgery tak kusiły!
I oczywiście, dość ciężko się było za nie zabrać, bo są puszyste i napakowane składnikami, ale my nie z tych co się wstydzą ubrudzić :)












Mięsko burgerów było mocno doprawione, można powiedzieć śmiało - inne niż wszędzie. Wielokrotnie pisaliśmy, że lubimy mięso czyste, najlepiej tylko posolone, by było czuć jego naturalny smak. Nie lubimy doprawiania różnymi "zapychaczami", a takie najczęściej się znajdują zamiast przypraw w tych tańszych miejscówkach. Ale to mięso było przyprawione naprawdę dobrze i w efekcie nam smakowało. Do tego w BHB ciągnący się ser, który oblewał całego burgera (nie jak w większości miejsc plasterek sera położony pod koniec), chrupiące krążki cebulowe, specjalny sos (koloru łososiowego) i gruby plaster boczku. Nie jest to burger dla osób na ścisłej diecie. Cóż... ich strata.
Sos (salsa?) z MB nie był zbyt ostry, ale to dobrze, bo nie zabijał smaku reszty składników. Ostrości nadawały za to papryczki jalapenio. Fasola okazała się ciekawym i w sumie zdrowym dodatkiem.
Frytki z zestawu z MB były zwyczajne, jak to frytki. Ciekawe za to były ziemniaczki opiekane dołączone do BHB i to je zjedliśmy w całości maczając w ketchupie i majonezie dołączonych do każdego zestawu.
Na koniec została odświeżająca sałatka z listków i warzyw z lekkim sosem. 

Jesteśmy głodomorami, to chyba już nasi czytelnicy wiedzą. Ale zestawów z Beer House nie da się przejeść. Ogromne, sycące burgery, frytki/ziemniaczki, sałatka. Trzeba chyba cały dzień nic nie jeść, żeby upchnąć wszystko w żołądku! I to wszystko za 26zł. Gdybyśmy kupowali frytki i jakiegoś bardziej wypasionego burgera w foodtruckach cena wyszłaby pewnie taka sama, lub większa. A tu mamy jeszcze sałatkę i przyjemność jedzenia w lokalu.
Cóż można więcej powiedzieć? Polecamy, namawiamy, bo sami wrócimy!


poniedziałek, 26 października 2015

Lokal - Burger's and More - Miodowa 9





Powyższa tabela: Dzik i Sarna testowane na Najedzeni Fest. Cena promocyjna 15zł (118g), cena regularna (130g/180g) 21,90zł/24,90zł. Jeleń i frytki testowane w lokalu Lokalu. Cena burgera promocyjna Grouponowa 30zł za 2 dowolne burgery, regularna 24,90zł. Cena do jakość: pierwsza ocena jakość do ceny promocyjnej, druga do ceny regularnej. 



Do odwiedzenia Najedzeni Fest w hotelu Forum zachęciła nas głównie informacja, że będzie możliwość zasmakowania burgera z dziczyzną. Nie moglibyśmy się oprzeć! Zatem pierwszym stosikiem na jakim złożyliśmy zamówienie był "Lokal". 
Przywitała nas gromadka ludzi czekająca przy namiocie, a pod nim 3 osoby obsługujące stanowisko. 
Dość sporo czasu minęło zanim w ogóle mogliśmy złożyć zamówienie, odmawiano nam bo czekano aż się zapełni blacha czy coś tam, ale wychodzące powoli burgery wyglądały smakowicie. Uznaliśmy, że warto poczekać i poprosiliśmy o jeden burger z sarną, drugi  z dzikiem. W końcu dostaliśmy numerek i wracając co jakiś czas do "Lokalu" w celu sprawdzenia kolejki, odwiedzaliśmy inne stoiska.


W końcu po ok 20-30 minutach stanęliśmy widząc, że nasze zamówienie jest tuż tuż.
Sympatyczny pan "kasjer" tłumaczył, że w lokalu to wszystko trwa szybciej. Ciężko nam w to uwierzyć, bo organizacja pracy w namiocie była bardzo słaba, chyba, że w lokalu pracują inni ludzie. Pan "kasjer" gdy odmawiał zbierania zamówień "bo blacha" stał, zamiast pomóc pozostałym. Pani składająca burgery robiła to zaś bardzo pieczołowicie, targała przy nas listki sałatki na małe kawałeczki i układała z nich puzzle na burgerze. To wszystko powodowało, że kolejne burgery powstawały niezwykle wolno. Nasze zamówienie właściwe czekało już gotowe, burgery stały, stygły, nie miał ich kto zawinąć, bo pani pieściła już kolejną kanapkę, a pan "kasjer" odmawiał złożenia zamówienia kolejnym klientom.
Chciało się z głodu i irytacji sięgnąć ręką przez stół i zabrać swoje zamówienie.
W końcu pan "kasjer" pogonił panią mówiąc, żeby zawijała już czekające (od 5min) burgery. No i niestety wystane i wyczekane burgery nie były cieplutkie.








W skład burgerów promocyjnych wchodzą: bułka (chyba domowej roboty) posypana czarnuszką i zgrillowana, 118g mięska (do wyboru sarna lub dzik) ale szczerze wydaje nam się, że tego mięsa było więcej!, konfitura z cebuli, pasta z pieczonego bakłażana, sałata lodowa, korniszon i pomidor.
Spód bułki najpierw był pieczołowicie smarowany obiema pastami (bakłażan i cebula) następnie sałatowe puzzle, dokładnie 3 podłużne plasterki korniszona, na to leciał burger, plasterki pomidora i posmarowana bakłażanem górna część bułki.










Mięsko z sarny okazało się dużo bardziej wilgotne niż dzika. Oba przyprawione, można było znaleźć w nich ziarenka przypraw i czerwoną papryczkę. 
Pasta z bakłażana brzmi ciekawie, i pewnie świetnie smakowałaby z pieczywkiem, w burgerze jednak zabrakło nam czegoś o bardziej wyrazistym, nie tak delikatnym i łagodnym smaku, który zginał pod korniszonem i przyprawionym mięsem. Brakowało też tej wilgoci, którą daje majonez, ketchup czy BBQ, bo pasta miała konsystencję pasztetu do smarowania. Słodka i miękka konfitura z cebuli też nie zastąpi nam ostrego smaku, świeżych chrupiących kółeczek, choć nie była zła. Bułeczka miała ciekawy smak dzięki ziarenkom czarnuszki.

Na pewno zjedzenie burgerów z dziczyzną jest ciekawym doświadczeniem, przyciągnęło to wielu klientów i przyciągać z pewnością będzie. Jednak czas oczekiwania i słaba organizacja zniechęciły tych, którzy odchodzili od stoiska po odmowie z łożenia zamówienia wzruszając ramionami.
Ogólnie burgery nam smakowały, fajny pomysł z domowymi pastami i inną bułeczką. Podrasowalibyśmy to jednak jakimś bardziej wyrazistym, płynnym sosem i nie rezygnowali ze świeżej czerwonej cebuli. 
No i oczywiście burger musi wyjść do klienta gorący.
Pewnie zajrzymy do lokalu "Lokalu", żeby sprawdzić jak to wygląda w nie-festiwalowej formie. 

I tak też zrobiliśmy kilka miesięcy później!

Pomimo organizacyjnych wpadek burgery z Lokalu wydają się naprawdę ciekawe. Zatem postanowiliśmy odwiedzić ich stałą miejscówkę przy ul. Miodowej 9.
Na Grouponie pojawiła się oferta "dwa dowolne burgery w cenie 30zł". To bardzo korzystna cena biorąc pod uwagę, że Hunter's burger kosztuje regularnie 24,90 za sztukę!!!
Zjawiliśmy się Lokalu po południu. Dwa stoliki były zajęte. Niestety czuć mocno tłuszcz z frytek.
Lokal Lokalu spodobał nam się. Kawowe ściany obwieszone są wypchanymi zwierzętami i obrazami przedstawiającymi motywy polowania. Stoją tu wygodne sofy, krzesła i normalne stoliki - jak w restauracji, a nie hipsterskiej burgerowni, co nam bardzo pasowało. 




Zamówiliśmy dwa burgery z jeleniem 180g (bo ów nie był dostępny podczas zjazdu) oraz frytki - aż 200g za 4,90.
Czekaliśmy ok 15 minut.
Na stole wylądowały pojedynczo przebite patyczkiem burgery na talerzach, ze sztućcami, podane na firmowych deskach. Chwilkę później doniesiono wielki talerz domowych frytek.











Widok sycił oko. Po wszystkich burgerach jedzonych na skrzynkach lub przy barowych stolikach prosto z białego papieru śniadaniowego, to była iście elegancka uczta. Burgery były pieczołowicie wykonane, jakby gotowe na sesję zdjęciową ;) Wyglądały i pachniały przepięknie.
Nie jesteśmy ekspertami w dziedzinie dziczyzny, ale ze wszystkich 3 rodzajów jedzonego w Lokalu mięska, jeleń smakował nam najbardziej. Był soczysty, nie przesmażony w środku, w przeciwieństwie do tego serwowanego na NF niczym nie przyprawiony (musieliśmy dosolić). Mięsko było czyste - bez jakichkolwiek dodatków pietruszki, cebuli itd. Rewelacja!
Bułka podeszła nam już trochę mniej. W przeciwieństwie do tej jedzonej na Fescie, ta posypana była sezamem a nie czarnuszką i była niestety sucha. Sprawiała wrażenie, jakby została położona na niezbyt mocno rozgrzanym grillu i trzymano ja trochę za długo, by się mogła podgrzać.
Pasta z bakłażana znów wydawała się trochę niewyczuwalna, za to tym razem można było rozpoznać smak konfitury cebulowej. 
Frytki okazały się domowe, krojone z normalnego ziemniaka, z widoczną skórką. Po jakimś czasie już nie były chrupiące, bo nasiąkły tłuszczem i zrobiły się miękkie. I tak bardzo nam smakowały, odbiegając od tych "belgijskich" z masy ziemniaczanej, które można dostać zazwyczaj.

Ogólna ocena Lokalu i podawanego tam jedzonka byłaby na 5. Wygodne siedzenia i stoliki, pięknie podane jedzenie, świetne domowe taniutkie frytki, przepyszny burger. Jednak nie jesteśmy do końca pewni, czy zapłacilibyśmy normalną cenę 24,90, za Hunter's burgera. Zdajemy sobie sprawę, że zorganizowanie dzikiego świeżego mięsa jest kosztowne, ale chyba smak (choć pyszny) nie rekompensuje tej ceny. Wielu naszych znajomych z pewnością zawitało już do Lokalu, by skosztować burgera z dziczyzny, który im polecaliśmy, a my pojawimy się, by przetestować zwykłą, poczciwą wołowinkę :)




piątek, 2 października 2015

Zakalec - Zajezdnia Nowy Kleparz


"ZaKalec" przy zajezdni Nowy Kleparz to kolejny punkt gastronomiczny powstały w tej samej budce  co uprzednie Zajebistro i "Asia To Go". Burgerów z Zajebistro nie recenzowaliśmy, bo jedliśmy je jeszcze przed powstaniem bloga. Nie mamy żadnych zdjęć na dowód, ale fakt, że ten punkt istniał zaledwie kilka miesięcy świadczy sam za siebie ;) Asia To Go utrzymała się równie krótko, okazuje się jednak, że 10zł za małe pudełeczko nieświeżego makaronu niemal bez dodatków nie urzekło Krakowian. Do trzech razy sztuka? 
Zakalec specjalizuje się w ogólnie pojętym fastfoodzie. Sprzedaje naprawdę niedrogo mnóstwo rodzajów pizzy, sałatki, ogromne zapiekanki z pieca i burgery (jest ich już chyba 4 rodzaje). To daje nieco do myślenia, bo stare przysłowie mówi "jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego". 
Daliśmy szansę Zakalcowi w porze na lunch.
Burger klasyczny za 14zł (wołowina, rukola, sałata, pomidor, ogórki, cebula czerwona, keczup, majonez) został zamówiony telefonicznie i po przyjściu do lokalu trzeba było na niego zaczekać dosłownie 1-2 minutki. Naszym zdaniem to lepiej, niż gdyby leżał czekając 5minut zawinięty np. w folię aluminiową (naszą ulubioną ;P). Międzyczasie można było przyjrzeć się natłokowi pracy w niewielkiej kuchni i dwóm pięknym, ogromniastym zapiekanom wyjętym prosto z pieca. W szklanej gablotce leżały kawałki już przyschniętej pizzy. 
Burger zawinięty w śliczny, firmowy papier z logiem był naprawdę ogromny!
Samo mięsko okazało się całkowicie wysmażonym (przez to szarym), ogromnym ale cienkim na niecały 1cm plackiem. My wolimy nieco mniejsze w średnicy, a grubaśne burgery, niewysmażone, różowe, z wypływającymi z niego sokami :) Mięso nie wyglądało na przesadnie doprawione, co lubimy. Nie doszukaliśmy się tam pietruszki, gorczycy, bułki tartej albo innych wypełniaczy. 
Dodatków zaś było bardzo dużo. Z jednej strony fajnie, że budka nie oszczędza na plasterku pomidora. Z drugiej jednak nie dało się wyczuć smaku mięsa, kiedy stanowiło ono ok. 10% objętości samego burgera. Do tego dużo keczupu i majonezu (znów - fajnie, że nie oszczędzają, ale umiar również trzeba znać). Taka ilość rukoli, sałaty, pozostałych warzyw i sosów niestety sprawiła, że ten burger kojarzy się z kebabami, które w celach oszczędnościowych niemal w całości składają się z kapusty pekińskiej i sosu czosnkowego, choć mięsa wcale nie było mało!!! Bułka zaś po prostu zwyczajna, miękka, pszenna, burgerowa, krusząca się lekko, z niewielką ilością sezamu. Niestety nie została podgrillowana (co widać na zdjęciach), a od dużej ilości sosów namokła i rozmiękała w palcach.











Przepysznie wyglądały jedzone przez klientów, ogromne zapiekanki, smakowicie 

pachniało pizzą, ale burgery nie są mocną stroną tego lokalu. Dla mniej wybrednych podniebień być może ten burger będzie smakowity. Na pewno jest zdrowy, bo takiej ilości warzyw może pozazdrościć niejedna sałatka :) Dla nas był to przeciętny, trochę dworcowy "ugotowany" smak. 
Myślimy, że ten lokal ogółem ma potencjał. Sprzedają naprawdę niedrogo i mają klientów. Może wystarczy nieco podrasować burgera (lepsza bułka, podpieczona na grillu, mniej wysmażony grubszy "kotlet", który będzie dominował nad dodatkami warzywnymi) tak by dorównał budkom specjalizującym się wyłącznie w burgerach. Na razie na burgera tam nie wrócimy, może za to skusimy się na wielką zapiekanę....


Papa's Burger - Rondo Mogilskie

Papa's burger wpadł nam w oko dawno temu na Grouponie. Nie kupowaliśmy tej oferty, bo nie była korzystna, woleliśmy tam iść bez promocji. 
Budka znajduje się przy przystanku autobusowym przy rondzie Mogilskim. Lokalizacja bardzo dobra, ale byliśmy jedynymi klientami. Może większy ruch jest w porze lunchu?
Opinie internautów były wysokie i zachęciły nas do odwiedzin. 

Podobała nam się opcja wyboru bułki: pszenna lub pełnoziarnista.
Zamówiliśmy 2x cheese pełnoziarnisty w skład którego wchodzi: 150g wołowiny, ser cheddar, pomidor, ogórek, sałata. 

Do tego można wybrać spośród sosów: czosnkowy, musztardowo-miodowy, BBQ, jogurtowo-ziołowy, majonez chilli, duński, samuraj, kechup, majonez.
Niezbyt entuzjastyczna pani, nie zapytała nas o stopień wysmażenia mięsa. 
Po chwili dostaliśmy nasze burgery w trójkątnych, nieprzemakających rożkach jak do kebabu. To był może mało wyszukany, ale udany pomysł, bo soki nie kapały nam po rękach, a zbierały się w torebce. 

 



Burger wyglądał świeżo i kolorowo. Zaskoczył nas ogórek - świeży!, spodziewaliśmy się jednak kiszonego lub marynowanego, które naszym zdaniem bardziej pasują. 
Brak cebuli (jakiejkolwiek), choć nie jest wymieniona w manu, również niemiło nas zaskoczył. Myśleliśmy, że to przeoczenie.
Ser cheddar bardziej przypominał te seropodobne topione plasterki, które można kupić pakowane oddzielnie w folię.
Bułka nie była ugrillowana, po protu przecięta na pół. 
Ciężko nam ocenić burgery, które dostaliśmy, bo prawdę mówiąc burgerów nie przypominały.
Kilka czynników złożyło się na to, że smakowały raczej jak kanapka z kotletem mielonym: zwykła, przecięta na pół, niezgrillowana bułka, świeży ogórek i totalny brak cebuli.


Tego miejsca już nie odwiedzimy, bo serwowane tu specjały choć nie niedobre, po protu nie są prawdziwymi burgerami, jakie można zjeść w Krakowie w tej samej cenie, a kanapkami z mielonym kotletem. 

https://www.facebook.com/papaskrakow/timeline