niedziela, 21 czerwca 2015

DIY Burger - nasze porady :)


Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie spróbowali swoich sił w przyrządzaniu burgerów. Akurat mamy sezon grillowy, czemu więc nie odejść od typowych kiełbas i karkówek? Mówiąc nieskromnie pierwsze działkowe burgery wyszły nam przezajebiste, dlatego wpisują się na stałe w letnie grillowe manu. 

Przygotowanie burgerów nie jest wcale trudne, zachęcamy Was do spróbowania własnych sił. Można użyć  ulubionych składników, sosów, zadbać o jakość i jeść z ogromną satysfakcją. 

Poniżej parę podpowiedzi od nas :)

Na 2 burgery potrzebujemy:

400-500g mielonej wołowiny (mielony antrykot) - wołowinę polecamy kupić w sklepie mięsnym, nie w hipermarkecie. Jest podstawą dobrego burgera, zatem nie warto na niej oszczędzać tych kilku złotych. Nie polecamy mięs garmażeryjnych, wszelkiego rodzaju gotowych mieszanek o nieznanej zawartości. My używamy antrykotu, który jest mielony przy nas w masarni. 
Uwielbiamy mięso średnio wysmażone, zatem musi być najlepszej jakości i bez jakichkolwiek domieszek wieprzowiny (której nie wolno zjadać surowej). 
Wołowina musi być świeża. Mrożona i rozmrażana traci soki i przez to smak. 

- 2 duże buły - my wolimy takie z piekarni, z sezamem lub gołe. Te burgerowe, sprzedawane w paczkach  są naszym zdaniem niejadalne i strasznie się kruszą. Bułkę z piekarni najlepiej kupić tego samego dnia, ale można użyć nawet wczorajszej, podpieczona na grillu zmięknie i będzie chrupiąca. 

- kilka grubych plastrów wędzonego boczku - najlepiej sporych i długich, żeby łatwo je było grillować. Powinny być grubsze niż te, które chcemy zjeść na surowo z kanapką, by po wytopieniu na grillu nie zniknęły całkowicie. 

- prawdziwy ser żółty - najlepiej klasyczny "burgerowy" Cheddar lub jakikolwiek żółty, dobrej jakości, tłusty, byle nie topione plasterki z folii.

- sałata - my najbardziej lubi zwykłą masłową, ma delikatny smak, nie kruszy się jak lodowa, nie jest gorzkawa jak niektóre odmiany

- pomidory - np. malinowe mają świetny słodki smak

- ogórki konserwowe lub kiszone - wedle uznania. Pokrojone cienko wzdłuż nie wypadają tak ochoczo z kanapki jak małe okrągłe plasterki.

- czerwona cebula - jest delikatniejsza niż biała i ma mniej nachalny smak

- sosy: klasycznie i bez wysiłku ulubiony majonez i dobrej jakości kechup. My robimy domowe BBQ śliwkowy i domowy "sos burgerowy".

Sos BBQ śliwkowy:
- 2-3 sparzone pomidory bez pestek pokrojone w kostkę
- powidła śliwkowe (co najmniej 4 łyżki)
- 2 łyżki miodu
- 1-2 łyżki sosu sojowego (ew. maggi lub po prostu sól)
- pieprz cayenne, chilli lub inna ostra papryczka w proszku
- połówka niedużej cebuli czerwonej pokrojona drobniutko
- ząbek czosnku pokrojony lub przeciśnięty przez praskę
- masło

Na ok. 1 łyżce masła podsmażamy cebulkę i czosnek (do zeszklenia, nie spalenia). Dodajemy pozostałe składniki i gotujemy ok 15 minut. W zależności czy wolimy sos słodki, ostry, słony można zwiększyć ilość miodu, papryczki ostrej czy sosu sojowego.
Po ostygnięciu doprawiamy jeszcze tak jak lubimy (sos jemy na zimno więc smak będzie inny niż gorący prosto z garnka). Sos można zmiksować na gładką masę. My lubimy, gdy są w nim kawałeczki warzyw.

Sos "burgerowy":
- 2 ogórki konserwowe - bardzo drobno posiekane
- połowa czerwonej cebuli bardzo drobno posiekana 
- ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę lub czosnek granulowany
- majonez (i/lub jogurt naturalny)
- keczup
- musztarda

Do posiekanych warzyw dodajemy wedle uznania: największą część majonezu (lub w wersji fit mieszankę z  jogurtem naturalnym), mniejszą część keczupu i najmniejszą część musztardy (ze względu na intensywny smak). Można doprawić pieprzem, ostrą papryką, czosnkiem granulowanym. Jeśli smak keczupu lub musztardy jest naszym zdaniem zbyt intensywny można po protu dołozyc majonezu/jogurtu. 
Sos najlepiej zużyć niedługo po przyrządzeniu. Jeśli postoi w lodówce dłużej niż 1 dzień smak cebuli staje się coraz bardziej natarczywy. 

Przygotowanie burgerów:

Do mięsa nie dodajemy absolutnie nic. Nie dodajemy jajek, mąki, bułki tartej, pietruszki - generalnie nie robimy z tego kotletów. Samo mięso bez dodatków również się klei i nie rozpadnie się na grillu (patelni). Formujemy dwie duże kule, które następnie spłaszczamy na ok 2cm placki. Wygładzamy nieco krawędzie tak żeby "domnkąć mięso".
Burgery lądują na grillu (patelni bez oleju), można je ewentualnie posypać solą lub pieprzem. My nie doprawiamy :)
W zależności od stopnia wysmażenia mięso grilluje się dłużej lub krócej. Unikamy grzania (gotowania) burgera przez 20 minut na grillu (patelni). Naszym burgerom wystarczą 2-3 minuty z każdej strony tak by się pięknie podpiekły, ale w środku zostały różowe i soczyste. Nie dociskamy burgerów do grilla/patelni - nie wyciskamy z nich soków - to one są odpowiedzialne za pyszny smak i wilgotność. Burgery obracamy szeroką szpatułką (nie widelcem, bo mogą się rozpaść lub pokaleczyć). 
Jeśli chcemy by położony na burgerze ser nieco się roztopił, kładziemy go na już upieczonej stronie po przewróceniu.  W ten sposób ser ma czas na stopienie od gorącego mięsa, podczas gdy druga strona właśnie się grilluje. 
W zależności od grubości boczku plasterki kładziemy razem z burgerami lub nieco później. Najlepiej w poprzek grilla by nie powpadały do węgla, gdy zmniejszą swoją objętość. Pod koniec boczek można położyć na serowej stronie burgerów.
Na końcu grillujemy bułeczki, najlepiej nie tylko od środka ale również z zewnątrz by pięknie wyglądały i były chrupiące. Bułka najlepiej smakuje delikatnie ugrillowana, powinna być chrupka, ale równocześnie miękka (a nie jak pumeks,  kalecząca dziąsła i podniebienie). 

Spód bułki smarujemy sosem (my majonezem), kładziemy liść sałaty, pomidory, czerwoną cebulę, następnie burger z serem i boczek. Polewamy to sosem BBQ tylko na środku bo i tak sos rozleje się po przyciśnięciu. Na sos kładziemy ogóreczka i przykrywamy górną częścią bułki posmarowaną od wewnątrz sosem (do wyboru do koloru :) ) u nas majonez. 
Nasze tricki:
Bułki dobrze posmarować warstwą czegoś lepkiego by trzymała warzywa. 
Dodatki zaś warto układać w mieszanej kolejności. Kiedy równocześnie położymy dużo śliskich składników: pomidory, ogórki cebula - mogą się one wyślizgiwać w trakcie jedzenia. 

Z doświadczenia, po tylu przejedzonych burgerach wiemy żeby nie przesadzać z ilością składników warzywnych i sosów. Głównym smakiem w burgerze musi być mięso. Sosów nie powinno być za mało, żeby kanapka nie była sucha, ani za dużo, by burger się nie rozmiękał i "lał się" po rękach ;)

Oczywiście dobór i ilość składników to kwestia gustu. My jesteśmy prawdziwymi wielbicielami klasyki, zatem najchętniej wsuwamy typowe burgery, bez rukoli, bakłażanów itp.

SMACZNEGO!!!




środa, 3 czerwca 2015

10 LOKALI - WIELKIE PODSUMOWANIE

Czas na wielkie podsumowanie!

Odwiedziliśmy 10 krakowskich miejsc, zjedliśmy łącznie kilkadziesiąt burgerów, jesteśmy mądrzejsi o kilka kilogramów wołowiny i bardziej doświadczeni :)
Ciężko wskazać jedno, niezaprzeczalnie najlepsze miejsce, z wypasionym, wygodnym lokalem, które serwuje świetnej jakości wielkie i tanie burgery, doskonałe chrupiące frytki, a obsługa bije się o klienta ;) Nasz ranking przygotowaliśmy zatem w nieco innej formie.

Podzieliliśmy nasze opinie na kategorie: SMAK (cały burger oraz poszczególne składniki), LOKAL, JAKOŚĆ DO CENY oraz chyba najważniejsza ocena: CAŁOKSZTAŁT - czyli nasze ulubione miejsca, do których na pewno wrócimy (o ile już nie wracaliśmy wielokrotnie).
Czytając poprzednie pojedyncze recenzje możecie zauważyć pewne różnice w poniższej, zbiorowej ocenie. Wynika to z faktu, że mieliśmy czas na przemyślenia i porównania, nasunęły się pewne wnioski, dobre lub złe wrażenie nt. jakiegoś czynnika mogło zblednąć w porównaniu z innym lokalem. 

Zatem zacznijmy :) 

Porównanie 10 krakowskich lokali specjalizujących się w burgerach. 
(kolejność lokali alfabetyczna)


1. Kategoria "SMAK - cały burger"
Wymieniamy burgery, które bardzo nam smakowały w całości nie oceniając lokalu ani ceny. 
Zdecydowanie najlepsze: Antler, Boogie, Corner, Moa
Zdecydowanie najgorsze: Red Beef Burger, Square Burger

Podkategoria "Miss Bułek" 
Bułeczki - lubimy te sezamowe i te "gołe" pod warunkiem, że są chrupiące, podgrillowane, jednocześnie miękkie i wytrzymałe (tak by burger nie rozpadał się w palcach).
Antler, Boogie, Moa, Skate

Podkategoria "Miss Wołowinka"
Najlepsze mięsko, wysmażone zgodnie z życzeniem, nie doprawione zbyt mocno, nie przekombinowane :)
Antler, Boogie, Moa

Podkategoria "Dodatki"
Ani nie za mało, ani nie za dużo :)
Boogie, Corner, Moa , Nowy Kleparz Burger (NKB)

Podkategoria "Miss Frytek"
Świeżutko zrobione, chrupiące z zewnątrz, delikatne wewnątrz, nieociekające tłuszczem.
Antler (poutine), Corner, M22

Podkategoria "Sosy"
Doceniamy najbardziej sosy robione w lokalu. Lubimy różnorodność - majonez wasabi, andaluzyjski czy własny keczup :)
Bobby, M22, Moa, Skate Burger

2. Kategoria "LOKAL"
Miejsca gdzie można wygodnie usiąść, oprzeć plecy, zostawić "bety", zjeść w spokoju, a po zjedzeniu umyć ręce w łazience :) 
Zdecydowanie najlepsze: Corner, Skate, Bobby
Zdecydowanie najgorsze: cóż... budki i foodtrucki bo lokalu nie mają ;)

3. Kategoria "JAKOŚĆ DO CENY"
Burgery o wyśmienitym smaku, pożądanej wielkości, po których zjedzeniu jesteśmy szczęśliwi, nie żal nam wydanych pieniędzy i pada sakramentalne "przyjedzmy tu jeszcze".
Zdecydowanie najlepsze: Boogie, Corner, Moa, NKB
Zdecydowanie najgorsze: RBB, Square

4. Kategoria "CAŁOKSZTAŁT" - czyli gdzie na pewno wrócimy!
Zdecydowanie najlepsze: Boogie, Corner, Moa, NKB
i gdzie na pewno nie wrócimy!
Zdecydowanie najgorsze: RBB, Square 


Po odwiedzinach w 10 różnych krakowskich burgerbarach/truckach mamy swoich faworytów :) Boogie Truck, Corner, Moa, NKB. W przerwach pomiędzy testowaniem nowych lokali na pewno tam wrócimy, na dobre i sprawdzone :)
Znamy też lokale, do których już się nie wybierzemy - Red Beef Burger oraz Square Burger, który zresztą ogłosił w marcu zakończenie swojej działalności. Przed nami recenzje kolejnych miejsc m.in Zakalec na Kleparzu i Burgertata, a także przepis na domowe, zajebiste burgery !!!



czwartek, 28 maja 2015

Boogie Truck - ul. Wawrzynca 14

Boogie Truck polecił nam kolega z pracy pan Gazda, twierdząc, że serwowane tam burgery są niedrogie i naprawdę smaczne.
I tak mieliśmy w planach "pozwiedzać" kazimierskie ciężarówki z jedzeniem, zatem jak tylko przestało majowo prać żabami udaliśmy się na plac. św. Foodrtucka przy ul. św. Wawrzyńca by zakosztować serwowanych tam specjałów. 

Na placu oprócz docelowego żółto-fioletowego Boogie Trucka stało kilka innych pojazdów. Największe wrażenie robi dwupiętrowy, czerwony londyński autobus, w którym serwowane są frytki i smażona rybka (dodajemy do naszej "to eat list"). Zaraz obok kolejny żółty samochód "Andrus" serwujący maczankę po krakowsku, dalej jakaś osobówka, która zamiast bagażnika ma ekspres do kawy, budka z sękaczami, Pan Kumpir (wielkie ziemniaki faszerowane), frytki belgijskie i naleśniki na słodko. Do wyboru do koloru!

W Boogie Trucku zamówiliśmy dwa  Classiki (tutaj mają w składzie ser!!!), na które czekaliśmy nie więcej jak 10 minut, a przed nami kilka osób już odbierało swoje zamówienia i robiło nam smaka! Miły pan, którego buzia jest logiem firmy zapytał nas o stopień wysmażenia - poprosiliśmy o medium rare. 
Trochę szkoda, że wokół unosił się zapach spalenizny, nie wiemy z którego pojazdu ale nieco budził niepokój ;)

Dostaliśmy zawinięte w biały papier burgery i usiedliśmy na plastikowych krzesełkach przy hipsterskich stolikach zrobionych z pojemników na butelki. 

Po rozpakowaniu pachniały i wyglądały obłędnie. Bułka calutka w sezamie!, podgrillowana, chrupiąca i miękka równocześnie. 
Wewnątrz dużo dodatków warzywnych i sosy: ogóreczki, pomidory, keczup, majonez, czerwona cebulka, liść świeżutkiej sałaty.I to co najważniejsze - mięsko. Przepyszna wołowinka, usmażona dokładnie tak, jak prosiliśmy, a na niej plasterek sera cheddar. 
4 za sosy tylko i wyłącznie dlatego, że były to zwykłe majonez i keczup. Następnym razem za domowe BBQ z pewnością będzie 5 ;)

Całość smakowała naprawdę rewelacyjnie, w niewygórowanej cenie 15zł. Wszystko idealnie zagrało!





Jedynym mankamentem pl. św. Foodtrucka są... gołębie. Te rozpanoszone, latające szczury tylko czekają na Twój spadający sezam. Nie boją się wejść na ludzką stopę czy nawet dziobnąć w piętę. Ale nic dziwnego, że im smakuje ;)

Chociaż burgery z Boogie Trucka są naprawdę duże i sycące postanowiliśmy skorzystać z okazji i spróbować jeszcze słynnej maczanki po krakowsku od Andrusa. W końcu to też bułka z mięskiem! Zamówiliśmy klasyczną opcję z ogórkami kiszonymi i sosem gorczycowym za 12zł.


Po chwili dostaliśmy chrupiącą podpieczoną bułeczkę wypełnioną potrawką z karkówki, przepysznie mięciutkiej i doprawionej w polskim stylu. Idealna opcja na coś pysznego dla ludzi szukających nieco mniej globalnych smaków! Warto tam zabrać znajomych, którzy są w Krakowie jedynie przejazdem, by spróbowali czegoś ciekawego.  



My na plac św. Foodtrucka na pewno wrócimy i polecimy go znajomym (choć pewnie ubierzemy się w gumiaki aż po szyję żeby nie zadziobały nas ptasiory ;) ). Musimy koniecznie skosztować innych przepysznych burgerowych opcji z Boogie Trucka, nie odpuścimy też jakiejś ciekawej maczanki oraz rybki z frytkami serwowanej na 2 piętrze autobusu :)

https://www.facebook.com/BoogieTruck?fref=ts

https://www.facebook.com/AndrusFoodTruck?fref=ts

niedziela, 22 marca 2015

Moa burger - ul. Mikolajska 3



Oceny 1-5 (1 najgorsza, 5 najlepsza) Wyjaśnienie punktacji poniżej :)

1 lutego na fanpejdżu Moaburger pojawił się poster reklamujący nową promocję. W każdy poniedziałek lutego po 17:00 wszystkie burgery z menu kosztują 17zł (z wyjątkiem Mammoth burgera – tego z podwójną wołowiną). Promocja wydała nam się o tyle świetna, że dotyczy godzin popołudniowych, zatem można spokojnie wpaść po pracy, a cena jest najniższa z możliwych, bo 17zł kosztuje tam classic.
Jest to doskonała okazja, by spróbować tych droższych burgerów (np. w cenie ponad 25zł).
Zatem w pierwszy poniedziałek lutego, prosto po pracy, udaliśmy się na Mikołajską. Już z daleka było widać, że w środku jest pełno wygłodniałych klientów korzystających z promocji. Restauracja pełna ludzi, kilkunastoosobowa kolejka po zamówienia, pełne kilkuosobowe stoliki z blatami w czerwoną kratę, radosny gwar, zgiełk, uwijające się między klientami kelnerki. Nie zraziło nas to, wszak nie od dziś wiadomo, że tłok w knajpie oznacza dobre jedzenie.



Jedno z nas stanęło w długiej kolejce do kasy, drugie szukało wolnego miejsca do siedzenia. Choć ludzie przy stołach zmieniali się jak w kalejdoskopie, restauracja wciąż była pełna. Po około 10 minutach zamówienie zostało złożone. 

Spiced Lamb (mięso jagnięce, chilli sos, cebulowe bhaji, jogurt miętowy, sałata, pomidor, czerwona cebula, pomidorowy relish, majonez) Surf’n’Turf (200g mięsa wołowego, grilowane krewetki, majonez czosnkowy, sałata, pomidor, czerwona cebula , majonez) oraz frytki z wybranym przez nas sosem – majonez wasabi. 



Dostaliśmy drewnianą łyżkę z numerkiem naszego zamówienia i oczekiwaliśmy na kelnerkę. Podoba się nam idea, że nie musimy sami się martwić o  nasze zamówienie, gdy tylko będzie gotowe, zostanie dostarczone do stolika. Międzyczasie obserwowaliśmy innych ludzi jedzących wielkie, wypasione, pachnące burgery, chrupiących frytki czy ostre łódeczki. Nie mogliśmy się już doczekać! Obawialiśmy się, że czas oczekiwania na jedzenie się wydłuży przy takiej ilości klientów, jednak po niecałych 15 minutach gotowe burgery z frytkami wylądowały na naszym stole.







Na naszej tacce czekały  kanapki zawinięte w biały papier, podpisane z wierzchu, papierowy kubeczek napakowany po brzegi frytkami, plastikowy pojemniczek z sosem i dwie serwetki (polecamy przynieść sobie więcej ;) ) Mieliśmy ochotę rzucić się z otwartymi paszczami na jedzenie, ledwo zdołaliśmy się powstrzymać by zrobić zdjęcia!




Po rozpakowaniu naszym oczom ukazały się ogromne, wysokie, napakowane burgery. Chyba największe jakie do tej pory jedliśmy. Niezbyt gruba, płaska, dobrze wypieczona bułka to to, co lubimy, bo naszym zdaniem to nie buła a wołowina, powinna stanowić główny smak kanapki. A ta była…. DOSKONAŁA. Po prostu doskonała. Świetnej jakości i idealnie przygotowana. Burger był średnio wysmażony, czerwonawy w środku, miękki i soczysty. Niezbyt mocno przyprawiony, dzięki czemu czuliśmy wyraźnie smak  mięsa. Tak! Mięso jest zdecydowanie mocną stroną Moaburger!






 Spiced Lamb
Surf'n'Turf

Teraz o dodatkach. Tych warzywnych nie było zbyt wiele. Duży liść świeżej sałaty karbowanej. Cieniutkie i nieliczne plasterki pomidora. Trochę czerwonej cebuli, kilka dużych krewetek w Surf'n'turf.
Cebulowe bhaji z Spiced Lamb okazało się płaskim racuszkiem z cebuli wielkości bułki. Bardzo ciekawy, nowy smak. 
To co pokochaliśmy w Moaburger (oprócz mięska) to ich wyśmienite, różnorodne sosy. Tego dnia mieliśmy okazję spróbować pomidorowego relishu, jogurtu miętowego, majonezu wasabi, zielonego majonezu czosnkowego i sosu chili. Dzięki nim nasze burgery były jeszcze bardziej soczyste i miły doskonały, niepowtarzalny smak. 

To była nasza pierwsza z trzech promocyjnych wizyt w Moaburgerze. Podczas kolejnych prosiliśmy o przekrojenie burgerów na pół, tak by każde z nas mogło popróbować jak najwięcej nie świniąc się przy tym jak prosię :P



Posumowanie wszystkich zamówionych przez nas burgerów:

Surf’n’Turf - Cena regularna 27zł (200g mięsa wołowego, grillowane krewetki, majonez czosnkowy, sałata, pomidor, czerwona cebula , majonez.) - ulubieniec naszej żeńskiej połowy. Miękka wołowina i chrupiące krewetki cudownie połączone delikatnym, lekko czosnkowym zielonym majonezem. Brak ostrości, która wypala kubeczki smakowe. Idealna opcja dla delikatniejszych podniebień, a po tym łagodnym, kremowym majonezie czosnkowym NIE zieje się jak pogromca wampirów przez resztę dnia ;)


Avo bacon 22zł (200g mięsa wołowego, awokado, boczek, sałata, pomidor, ogórek, czerwona, cebula, sos pomidorowy, majonez) - fajnie ugrillowany bekon, awokado w postaci guacamole mało wyczuwalne. Dla nas to taki klasyk z delikatnym tuningiem.



Spiced Lamb 23zł (mięso jagnięce, chilli sos, cebulowe bhaji, jogurt miętowy, sałata, pomidor, czerwona cebula, pomidorowy relish, majonez) - opisany wyżej. Ciekawy cebulowy racuszek, arabski smak, pysznie doprawiona, miękka baranina, lekko wyczuwalna miętowa nutka. 



Harissa & Mint Lamb Burger 24zł (200g mięsa jagnięcego z harissa chilli i świeżą miętą, buraczki, ser feta, pomidorowy relish, czerwona cebulka, pomidor i rukola.)
Harissa to pasta z papryczek chilli rodem z Tunezji. Bardzo ostra, dodawana do niemal wszystkich tunezyjskich dań ;) Buraczki w plastrach były marynowane lub lekko obgotowane - nie do końca miękkie ale też absolutnie nie surowe czy twarde. Nam nie do końca ten polski akcent pasował w kolejnej arabskiej odsłonie burgerów. Dużo listków świeżej mięty pogłębiało arabski klimat potrawy. 



Chorizo & Jalapeno Salsa Burger -burger of the week (200g mięsa wołowego lub panierowana pierś z kurczaka, salsa z kiełbasą chorizo i papryczkami jalapeno, rukola, pomidor, majonez z wędzoną papryką, relish pomidorowy i czerwona cebulka). Wybraliśmy oczywiście wersję z pyszną wołowiną, jednak ten burger tygodnia najmniej nam posmakował. Spodziewaliśmy się plastrów chorizo lekko podgrillowanych na ruszcie, tymczasem były to spore, sześcienne kawałki tej kiełbasy (wymieszane z pomidorową salsą i papryczkami jalapenio), których twarda,  struktura gryzła się z mięciutką, delikatną wołowiną. Nie wyczuliśmy dokładnie majonezu z wędzona papryką, ale cały skład burgera: salsa, duże kawały chorizo, mega ostre jalapenio, cierpka rukola, papryka wędzona, relish pomidorowy, pomidor... wydał nam się jednak "przedobrzony". To jedyny burger, którego byśmy więcej nie zamówili, choć nie możemy otwarcie powiedzieć, że był niedobry. Te, które są w karcie na stałe są po prostu lepiej skomponowane. 

Nacho Burger (25zł) (200g mięsa wołowego, guacamole, chrupki nachos, kwaśna śmietana, ser mimolette, papryczki jalapenos, czerwona fasola, sos pimiento, sałata lodowa.) Papryczek jalapenos było naprawdę dużo!!! Zdecydowanie jest to burger dla miłośników mocnych wrażeń. Dla bardziej delikatnych podniebień kilka gryzów może być zabójcze ;) Zatem nasza damska połowa zajadała się tym burgerem aż się uszy trzęsły, ale dopiero po wyjęciu papryczek. Nasza męska połowa zajadała się burgerem z podwójną porcją papryczek ;) 


z tyłu: Chorizo & Jalapenio, z przodu: Nacho

PODSUMOWANIE!
Moaburger jest klasyką jeśli chodzi o krakowskie burgery. Najsłynniejsza, jedna z najstarszych burgerowni, odwiedzana przez tabuny tubylców, erasmusów i turystów z całego świata. Huczy od różnorodności języków, obcych sobie osób siedzących przy jednym wielkim stole, westchnień nad pachnącymi ogromnymi kanapkami, szurania długimi ławami.
Poszliśmy sprawdzić czy nie "jedzie tylko na renomie" i się nie zawiedliśmy. Burgery z karty były obłędne, wielkie, świeże i wypchane składnikami o najwyższej jakości.
Pomimo ciągłego ruchy i ogromnej ilości zamówień nie musieliśmy czekać zbyt długo a nasze burgery były dopracowane w najdrobniejszym szczególe.
POLECAMY!

poniedziałek, 16 lutego 2015

Fonzie The Burger's House Kosher - Via di Santa Maria del Pianto 13, Rzym

BURGEROPINIE ON TOUR!  RZYM!


BUON GIORNO!!

Już na kilka tygodni przed wycieczką do Rzymu ułożyliśmy plan zwiedzania Wiecznego Miasta tak, aby była to w pokaźnej części także i podróż kulinarna. Jednym z obowiązkowych elementów owego kiczen tripa musiała być potrawa, która nie koniecznie jest specjalnością kuchni włoskiej, ale za to my jesteśmy specjalistami od jej jedzenia - burger! Burgeroblogowanie zobowiązuje, więc pomiędzy makaronami z owocami morza, pizzą, tiramisu i suppli musieliśmy znaleźć także i miejsce na to przyziemne, ale jakże przyjemne (oby!!) danie.

Poszukiwania Romskich ;) burgerowni w internecie przyniosły szybki wniosek - nie jest to tak spopularyzowany biznes jak w naszym rodzinnym kraju. Mimo to, bez większych problemów udało nam się wyłapać kilkanaście lokali nieźle ocenianych przez klientów na portalach typu FB, czy Trip Advisor. Spośród nich wybraliśmy najciekawsze propozycje, ale tylko jedna stała się totalnym must eatem - burger z koszernej wołowiny serwowany w dwóch lokalach pod szyldem Fonzie The Burger's House Kosher. Pierwszy z nich, ten w dzielnicy Regola, znajdujący się niedaleko Placu Weneckiego wpisaliśmy w nasz plan już sam początek odkrywania Rzymu.

Koszerna wołowina jest uzyskiwania dzięki znienawidzonemu w naszym antysemickim kraju, ubojowi rytualnemu ;) Dzięki temu jest "czysta" i spełnia wymogi żydowskiej diety, określonej wedle ścisłych reguł religijnych. Jak dla nas? Brzmi ciekawie, lubimy nutkę kontrowersji, a może i smak będzie wyczuwalnie inny? Idziemy! :)

Odnalezienie lokalu w labiryncie ciasnych, krótkich i nieokiełznanych (ale dzięki temu pięknych i klimatycznych) uliczek Rzymu nie było może idealnie proste, ale gdy tylko ujrzeliśmy restauracje i sklepy z szyldami KOSHER wiedzieliśmy, ze na pewno jesteśmy w dobrym rejonie. Kilka kolejnych zerknięć na mapę  oraz tabliczki z nazwami ulic i oto jest - Fonzie!

Wbiegamy zniecierpliwieni do środka i pierwsze wrażenie... zaraz, zaraz... nie tak wyglądał ten lokal na facebooku! Nie mieliśmy jednak pewności co do nieomylności naszej pamięci, więc pominęliśmy tę kwestię zachęceni zapachem smażonego tego i owego. Potem dopiero przypomnieliśmy sobie, że przecież istnieje drugi, bliźniaczy lokal i to on jest najwidoczniej tym większym i ładniej urządzonym, przez co doczekał się fotek na fejsbuku. Ten w którym się aktualnie znajdowaliśmy był niestety niewielki i wyglądał jak typowa kebabownia, jakich wiele u nas w okolicach rynku. Zaledwie kilka miejsc siedzących (niezbyt komfortowych) dawało wprost do zrozumienia - mangiare e lasciare! W środku nie było zbyt dużego ruchu (w zasadzie ruch był tylko za barem połączonym z kuchnią), ale był to czwartkowy, lutowy wieczór, a dzielnica w której znajduje się lokal nie sprawiała wrażenia przeładowanej turystami.
    



Wszystkie te powyższe niedociągnięcia nie miały jednak dla nas, wygłodniałych, większego znaczenia. Po szybkim spojrzeniu na menu (które przeglądaliśmy już zresztą wcześniej w internetach) wybraliśmy dla siebie dwa burgery. IL 150 (150g mięska, sałata, ogórek, pomidor, sos "coctail salsa") oraz Chili Burger (150g mięska "chilli"(?), pomidor, sałata, guacamole, sos ailloli, sos BBQ). Każdy w cenie 6,5 euro (ok. 27zł), co jak na Rzym nie jest ani bardzo drogo, ani zbyt tanio, gdyż spokojnie za taką cenę można zjeść w tratorii sporej wielkości pizzę i to bardziej urozmaiconą niż Margarita. Dokupiliśmy frytki za 1,7 euro i ulokowaliśmy się w najdalszym kąciku lokalu czekając na strawę z umierającej w cierpieniach krówki.


Obsługa lokalu nie wyglądała, ani szczególnie włosko, ani szczególnie żydowsko. Nie przeszkadzało nam to w żadnym razie, gdyż panowie byli bardzo rozmowni i mili. Jeden z kucharzy pochwalił się nam nawet znajomością kilku polskich słów (i to olaboga niewulgarnych!) zapamiętanych z pobytu w Polsce kilka lat temu.


Praktycznie od razu otrzymaliśmy fryteczki, które niestety były bardzo słabe - twardawe, tłustawe, z dodatkiem średniej jakości keczupu. Zjeść można, gdy straszny głód męczy, ale rozkoszy w trakcie jedzenia nie uraczycie. Cóż, trudno...GDZIE SOM BURGERY?! Po niedługim oczekiwaniu, lądują przed nami na parapecie. Patrzymy na nie, patrzymy... I tak: Z jednej strony rzeczywiście wyglądają identycznie jak na fejsbukowych zdjęciach - czyli całkiem apetycznie. Ale z drugiej strony chyba jednak liczyliśmy po cichu na coś... większego. Najbardziej w oczy rzuca się i kusi charakterystyczna, jakby błyszcząca się wołowinka. Pozostałe elementy bardzo zwyczajne - typowa fastofodowo-burgerowa bułka i składniki w nieprzesadnie dużej ilości.


Pierwszy gryz i pierwsze wrażenia - zimna, miękka i gumowata bułka. Dodatki warzywne ok, ale mocno zimne (pewnie prosto z lodówki). Sos w Il "150" stanowił sos salsa niewiele różniący się smakiem od keczupu podawanego do frytek. Chilli Burger doprawiony był całkiem smaczną mieszanką sosów, ale po za tym w kwestii dodatków nie oferował nic ciekawego i szczególnie smacznego. Największym plusem tej kanapki była wołowina. Prawie nieprzyprawiona, co uwydatniło smak mięsa. Niestety szybko wystygła przez chłód pozostałych składników.


Il "150"
Chilli Burger
Porównując rzymskie, koszerne burgery do tych, do których przyzwyczaiło nas nasze krakowskie podwórko... Może lepiej nie porównujmy ;) Po prostu były średnie i miały jeden jedyny plus, którym było mięsko (mamy nadzieję, że serio koszerne). Całokształt jednak wypada bardzo blado i ciężko byłoby nam z czystym sercem polecić ten lokal komukolwiek. W zasadzie, chyba ta koszerna przygoda zniechęciła nas do odwiedzania kolejnych burgerowni na kulinarnym szlaku via Roma. Był to jedyny burger zjedzony przez nas w trakcie tej wycieczki, a pozostałe dni wykorzystaliśmy na zatapianie się w specjałach włoskiej kuchni, które ze sporym zapasem naprawiły nasz niedosyt i rozczarowanie po wizycie w Fonzie.

Wkrótce pojawi się na naszym blogu specjalny post z opisem co ciekawego i niedrogiego jedliśmy z Rzymie. Polecimy Wam kilka miejsc, znanych i nieznanych, w których można skosztować pysznej rzymskiej kuchni, nie pustosząc przy tym portfela :)

Rzym stoi jedzeniem - jest to królestwo pysznych potraw. Ale busiami najprawdopodobniej jednak nie stoi, a bardziej siedzi, albo nawet leży :)

ARRIVEDERCI!!