poniedziałek, 26 października 2015

Lokal - Burger's and More - Miodowa 9





Powyższa tabela: Dzik i Sarna testowane na Najedzeni Fest. Cena promocyjna 15zł (118g), cena regularna (130g/180g) 21,90zł/24,90zł. Jeleń i frytki testowane w lokalu Lokalu. Cena burgera promocyjna Grouponowa 30zł za 2 dowolne burgery, regularna 24,90zł. Cena do jakość: pierwsza ocena jakość do ceny promocyjnej, druga do ceny regularnej. 



Do odwiedzenia Najedzeni Fest w hotelu Forum zachęciła nas głównie informacja, że będzie możliwość zasmakowania burgera z dziczyzną. Nie moglibyśmy się oprzeć! Zatem pierwszym stosikiem na jakim złożyliśmy zamówienie był "Lokal". 
Przywitała nas gromadka ludzi czekająca przy namiocie, a pod nim 3 osoby obsługujące stanowisko. 
Dość sporo czasu minęło zanim w ogóle mogliśmy złożyć zamówienie, odmawiano nam bo czekano aż się zapełni blacha czy coś tam, ale wychodzące powoli burgery wyglądały smakowicie. Uznaliśmy, że warto poczekać i poprosiliśmy o jeden burger z sarną, drugi  z dzikiem. W końcu dostaliśmy numerek i wracając co jakiś czas do "Lokalu" w celu sprawdzenia kolejki, odwiedzaliśmy inne stoiska.


W końcu po ok 20-30 minutach stanęliśmy widząc, że nasze zamówienie jest tuż tuż.
Sympatyczny pan "kasjer" tłumaczył, że w lokalu to wszystko trwa szybciej. Ciężko nam w to uwierzyć, bo organizacja pracy w namiocie była bardzo słaba, chyba, że w lokalu pracują inni ludzie. Pan "kasjer" gdy odmawiał zbierania zamówień "bo blacha" stał, zamiast pomóc pozostałym. Pani składająca burgery robiła to zaś bardzo pieczołowicie, targała przy nas listki sałatki na małe kawałeczki i układała z nich puzzle na burgerze. To wszystko powodowało, że kolejne burgery powstawały niezwykle wolno. Nasze zamówienie właściwe czekało już gotowe, burgery stały, stygły, nie miał ich kto zawinąć, bo pani pieściła już kolejną kanapkę, a pan "kasjer" odmawiał złożenia zamówienia kolejnym klientom.
Chciało się z głodu i irytacji sięgnąć ręką przez stół i zabrać swoje zamówienie.
W końcu pan "kasjer" pogonił panią mówiąc, żeby zawijała już czekające (od 5min) burgery. No i niestety wystane i wyczekane burgery nie były cieplutkie.








W skład burgerów promocyjnych wchodzą: bułka (chyba domowej roboty) posypana czarnuszką i zgrillowana, 118g mięska (do wyboru sarna lub dzik) ale szczerze wydaje nam się, że tego mięsa było więcej!, konfitura z cebuli, pasta z pieczonego bakłażana, sałata lodowa, korniszon i pomidor.
Spód bułki najpierw był pieczołowicie smarowany obiema pastami (bakłażan i cebula) następnie sałatowe puzzle, dokładnie 3 podłużne plasterki korniszona, na to leciał burger, plasterki pomidora i posmarowana bakłażanem górna część bułki.










Mięsko z sarny okazało się dużo bardziej wilgotne niż dzika. Oba przyprawione, można było znaleźć w nich ziarenka przypraw i czerwoną papryczkę. 
Pasta z bakłażana brzmi ciekawie, i pewnie świetnie smakowałaby z pieczywkiem, w burgerze jednak zabrakło nam czegoś o bardziej wyrazistym, nie tak delikatnym i łagodnym smaku, który zginał pod korniszonem i przyprawionym mięsem. Brakowało też tej wilgoci, którą daje majonez, ketchup czy BBQ, bo pasta miała konsystencję pasztetu do smarowania. Słodka i miękka konfitura z cebuli też nie zastąpi nam ostrego smaku, świeżych chrupiących kółeczek, choć nie była zła. Bułeczka miała ciekawy smak dzięki ziarenkom czarnuszki.

Na pewno zjedzenie burgerów z dziczyzną jest ciekawym doświadczeniem, przyciągnęło to wielu klientów i przyciągać z pewnością będzie. Jednak czas oczekiwania i słaba organizacja zniechęciły tych, którzy odchodzili od stoiska po odmowie z łożenia zamówienia wzruszając ramionami.
Ogólnie burgery nam smakowały, fajny pomysł z domowymi pastami i inną bułeczką. Podrasowalibyśmy to jednak jakimś bardziej wyrazistym, płynnym sosem i nie rezygnowali ze świeżej czerwonej cebuli. 
No i oczywiście burger musi wyjść do klienta gorący.
Pewnie zajrzymy do lokalu "Lokalu", żeby sprawdzić jak to wygląda w nie-festiwalowej formie. 

I tak też zrobiliśmy kilka miesięcy później!

Pomimo organizacyjnych wpadek burgery z Lokalu wydają się naprawdę ciekawe. Zatem postanowiliśmy odwiedzić ich stałą miejscówkę przy ul. Miodowej 9.
Na Grouponie pojawiła się oferta "dwa dowolne burgery w cenie 30zł". To bardzo korzystna cena biorąc pod uwagę, że Hunter's burger kosztuje regularnie 24,90 za sztukę!!!
Zjawiliśmy się Lokalu po południu. Dwa stoliki były zajęte. Niestety czuć mocno tłuszcz z frytek.
Lokal Lokalu spodobał nam się. Kawowe ściany obwieszone są wypchanymi zwierzętami i obrazami przedstawiającymi motywy polowania. Stoją tu wygodne sofy, krzesła i normalne stoliki - jak w restauracji, a nie hipsterskiej burgerowni, co nam bardzo pasowało. 




Zamówiliśmy dwa burgery z jeleniem 180g (bo ów nie był dostępny podczas zjazdu) oraz frytki - aż 200g za 4,90.
Czekaliśmy ok 15 minut.
Na stole wylądowały pojedynczo przebite patyczkiem burgery na talerzach, ze sztućcami, podane na firmowych deskach. Chwilkę później doniesiono wielki talerz domowych frytek.











Widok sycił oko. Po wszystkich burgerach jedzonych na skrzynkach lub przy barowych stolikach prosto z białego papieru śniadaniowego, to była iście elegancka uczta. Burgery były pieczołowicie wykonane, jakby gotowe na sesję zdjęciową ;) Wyglądały i pachniały przepięknie.
Nie jesteśmy ekspertami w dziedzinie dziczyzny, ale ze wszystkich 3 rodzajów jedzonego w Lokalu mięska, jeleń smakował nam najbardziej. Był soczysty, nie przesmażony w środku, w przeciwieństwie do tego serwowanego na NF niczym nie przyprawiony (musieliśmy dosolić). Mięsko było czyste - bez jakichkolwiek dodatków pietruszki, cebuli itd. Rewelacja!
Bułka podeszła nam już trochę mniej. W przeciwieństwie do tej jedzonej na Fescie, ta posypana była sezamem a nie czarnuszką i była niestety sucha. Sprawiała wrażenie, jakby została położona na niezbyt mocno rozgrzanym grillu i trzymano ja trochę za długo, by się mogła podgrzać.
Pasta z bakłażana znów wydawała się trochę niewyczuwalna, za to tym razem można było rozpoznać smak konfitury cebulowej. 
Frytki okazały się domowe, krojone z normalnego ziemniaka, z widoczną skórką. Po jakimś czasie już nie były chrupiące, bo nasiąkły tłuszczem i zrobiły się miękkie. I tak bardzo nam smakowały, odbiegając od tych "belgijskich" z masy ziemniaczanej, które można dostać zazwyczaj.

Ogólna ocena Lokalu i podawanego tam jedzonka byłaby na 5. Wygodne siedzenia i stoliki, pięknie podane jedzenie, świetne domowe taniutkie frytki, przepyszny burger. Jednak nie jesteśmy do końca pewni, czy zapłacilibyśmy normalną cenę 24,90, za Hunter's burgera. Zdajemy sobie sprawę, że zorganizowanie dzikiego świeżego mięsa jest kosztowne, ale chyba smak (choć pyszny) nie rekompensuje tej ceny. Wielu naszych znajomych z pewnością zawitało już do Lokalu, by skosztować burgera z dziczyzny, który im polecaliśmy, a my pojawimy się, by przetestować zwykłą, poczciwą wołowinkę :)




piątek, 2 października 2015

Zakalec - Zajezdnia Nowy Kleparz


"ZaKalec" przy zajezdni Nowy Kleparz to kolejny punkt gastronomiczny powstały w tej samej budce  co uprzednie Zajebistro i "Asia To Go". Burgerów z Zajebistro nie recenzowaliśmy, bo jedliśmy je jeszcze przed powstaniem bloga. Nie mamy żadnych zdjęć na dowód, ale fakt, że ten punkt istniał zaledwie kilka miesięcy świadczy sam za siebie ;) Asia To Go utrzymała się równie krótko, okazuje się jednak, że 10zł za małe pudełeczko nieświeżego makaronu niemal bez dodatków nie urzekło Krakowian. Do trzech razy sztuka? 
Zakalec specjalizuje się w ogólnie pojętym fastfoodzie. Sprzedaje naprawdę niedrogo mnóstwo rodzajów pizzy, sałatki, ogromne zapiekanki z pieca i burgery (jest ich już chyba 4 rodzaje). To daje nieco do myślenia, bo stare przysłowie mówi "jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego". 
Daliśmy szansę Zakalcowi w porze na lunch.
Burger klasyczny za 14zł (wołowina, rukola, sałata, pomidor, ogórki, cebula czerwona, keczup, majonez) został zamówiony telefonicznie i po przyjściu do lokalu trzeba było na niego zaczekać dosłownie 1-2 minutki. Naszym zdaniem to lepiej, niż gdyby leżał czekając 5minut zawinięty np. w folię aluminiową (naszą ulubioną ;P). Międzyczasie można było przyjrzeć się natłokowi pracy w niewielkiej kuchni i dwóm pięknym, ogromniastym zapiekanom wyjętym prosto z pieca. W szklanej gablotce leżały kawałki już przyschniętej pizzy. 
Burger zawinięty w śliczny, firmowy papier z logiem był naprawdę ogromny!
Samo mięsko okazało się całkowicie wysmażonym (przez to szarym), ogromnym ale cienkim na niecały 1cm plackiem. My wolimy nieco mniejsze w średnicy, a grubaśne burgery, niewysmażone, różowe, z wypływającymi z niego sokami :) Mięso nie wyglądało na przesadnie doprawione, co lubimy. Nie doszukaliśmy się tam pietruszki, gorczycy, bułki tartej albo innych wypełniaczy. 
Dodatków zaś było bardzo dużo. Z jednej strony fajnie, że budka nie oszczędza na plasterku pomidora. Z drugiej jednak nie dało się wyczuć smaku mięsa, kiedy stanowiło ono ok. 10% objętości samego burgera. Do tego dużo keczupu i majonezu (znów - fajnie, że nie oszczędzają, ale umiar również trzeba znać). Taka ilość rukoli, sałaty, pozostałych warzyw i sosów niestety sprawiła, że ten burger kojarzy się z kebabami, które w celach oszczędnościowych niemal w całości składają się z kapusty pekińskiej i sosu czosnkowego, choć mięsa wcale nie było mało!!! Bułka zaś po prostu zwyczajna, miękka, pszenna, burgerowa, krusząca się lekko, z niewielką ilością sezamu. Niestety nie została podgrillowana (co widać na zdjęciach), a od dużej ilości sosów namokła i rozmiękała w palcach.











Przepysznie wyglądały jedzone przez klientów, ogromne zapiekanki, smakowicie 

pachniało pizzą, ale burgery nie są mocną stroną tego lokalu. Dla mniej wybrednych podniebień być może ten burger będzie smakowity. Na pewno jest zdrowy, bo takiej ilości warzyw może pozazdrościć niejedna sałatka :) Dla nas był to przeciętny, trochę dworcowy "ugotowany" smak. 
Myślimy, że ten lokal ogółem ma potencjał. Sprzedają naprawdę niedrogo i mają klientów. Może wystarczy nieco podrasować burgera (lepsza bułka, podpieczona na grillu, mniej wysmażony grubszy "kotlet", który będzie dominował nad dodatkami warzywnymi) tak by dorównał budkom specjalizującym się wyłącznie w burgerach. Na razie na burgera tam nie wrócimy, może za to skusimy się na wielką zapiekanę....


Papa's Burger - Rondo Mogilskie

Papa's burger wpadł nam w oko dawno temu na Grouponie. Nie kupowaliśmy tej oferty, bo nie była korzystna, woleliśmy tam iść bez promocji. 
Budka znajduje się przy przystanku autobusowym przy rondzie Mogilskim. Lokalizacja bardzo dobra, ale byliśmy jedynymi klientami. Może większy ruch jest w porze lunchu?
Opinie internautów były wysokie i zachęciły nas do odwiedzin. 

Podobała nam się opcja wyboru bułki: pszenna lub pełnoziarnista.
Zamówiliśmy 2x cheese pełnoziarnisty w skład którego wchodzi: 150g wołowiny, ser cheddar, pomidor, ogórek, sałata. 

Do tego można wybrać spośród sosów: czosnkowy, musztardowo-miodowy, BBQ, jogurtowo-ziołowy, majonez chilli, duński, samuraj, kechup, majonez.
Niezbyt entuzjastyczna pani, nie zapytała nas o stopień wysmażenia mięsa. 
Po chwili dostaliśmy nasze burgery w trójkątnych, nieprzemakających rożkach jak do kebabu. To był może mało wyszukany, ale udany pomysł, bo soki nie kapały nam po rękach, a zbierały się w torebce. 

 



Burger wyglądał świeżo i kolorowo. Zaskoczył nas ogórek - świeży!, spodziewaliśmy się jednak kiszonego lub marynowanego, które naszym zdaniem bardziej pasują. 
Brak cebuli (jakiejkolwiek), choć nie jest wymieniona w manu, również niemiło nas zaskoczył. Myśleliśmy, że to przeoczenie.
Ser cheddar bardziej przypominał te seropodobne topione plasterki, które można kupić pakowane oddzielnie w folię.
Bułka nie była ugrillowana, po protu przecięta na pół. 
Ciężko nam ocenić burgery, które dostaliśmy, bo prawdę mówiąc burgerów nie przypominały.
Kilka czynników złożyło się na to, że smakowały raczej jak kanapka z kotletem mielonym: zwykła, przecięta na pół, niezgrillowana bułka, świeży ogórek i totalny brak cebuli.


Tego miejsca już nie odwiedzimy, bo serwowane tu specjały choć nie niedobre, po protu nie są prawdziwymi burgerami, jakie można zjeść w Krakowie w tej samej cenie, a kanapkami z mielonym kotletem. 

https://www.facebook.com/papaskrakow/timeline

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Burgertata - ul. Krupnicza 6

Burgertata to słynne krakowskie miejsce specjalizujące się w burgerach. Było pierwszym lub jednym z pierwszych znanych foodtrucków serwujących to danie. Dziś posiadają aż 3 miejsca/lokale w Krakowie. Biorąc pod uwagę renomę i sławę postanowiliśmy sprawdzić jakość podawanych tam buł.



Burgertata na Krupniczej nie jest już foodtruckiem any more. Teraz maja niewielką budkę, w której można usiąść przy hipsterskim stole na hipsterskich skrzyniach i pozaciągać sobie rajstopy ;) W oczekiwaniu na burgery czytaliśmy zabawne komiksy na ścianach, przedstawiające historię tworzenia poszczególnych kanapek.




Pani obsługująca nie była przesadnie miła, prawdę mówiąc większą sympatią emanował wyżej wymieniony stół, ale zamówienie przyjęła, spytała o wysmażenie  i jak się okazało przygotowała mięso tak, jak prosiliśmy. Drugie zamówienie przyjął sympatyczny pan, ale burger niestety nie był już tak dobry.

Łącznie na naszym stole wylądowały 3 burgery: klasyczny, serowy i ser-bekon BBQ. 





Najlepiej oceniamy klasika (serwowała pani) - dostaliśmy zgodnie z prośbą średnio wysmażone mięso, bardzo smaczne. Sałata lodowa (my wolimy masłową), pokrojone w plasterki ogórki kiszone, cebula czerwona i pomidor. Do tego majonez i keczup naszym zdaniem w niewystarczającej ilości, co pod koniec dawało się odczuć pragnieniem. Bułka była dla nas za gruba, a może po protu za czerstwa, bo jadaliśmy bułki grube, ale tak świeże, chrupiące i fajnie zgrillowane, że były znakomite.



https://blogger.googleusercontent.com/img/proxy/AVvXsEh9wUdpYwdnOgQlQVdrovaPkZHivibbZUQpg3IcBAX0Ve98r0T6a3JgLPNyNcrgofWi79LUttd2d-bCWBmgqAh8U-OiUCh82nsFQapyqnAbqhdjXheuXAURI83HlVEpgkjeM1YgGauLu663i3Sm9d2Toro05oQxT8YO9fhz=s0-d-e1-ft
Następny w kolejce był Ser-bekon BBQ (serwowała pani)
Właściwie te same uwagi co do klasika - średnia bułka, mięso wysmażone zgodnie z życzeniem. BBQ (chyba kawowy) czarny jak smoła, miał bardzo mocny, przeważający nad burgerem smak. Zabija aromat mięsa i dodatków totalnie. Dla amatorów kawowego BBQ pewnie OK, bo było czuć właściwie tylko sos. 




Ostatni - serowy burger (serwował pan) ładnie wyglądał, mięso dobrze wysmażone, dużo sera. Ale bułka była po prostu fatalna. Po 2 poprzednich, grubych i suchych ta nagle była bardzo płaska, mocno zgnieciona, spłaszczona i wilgotna. Chyba zamoczono ją w soku, który wypływał z mięsa bo była mokra i gumowata, a w trakcie jedzenia dosłownie wyślizgiwała się z rąk. To była zdecydowanie najgorsza bułka jaką jedliśmy ever. Nie wiemy co się stało. A szkoda, bo wnętrze burgera było naprawdę fajne.




Podsumowując - klasik najlepszy, gdybyśmy zjedli tylko tego burgera nasza ogólna ocena lokalu byłaby wysoka (jedynie bułka do podrasowania i odrobinę więcej sosów). BBQ w gruncie rzeczy (poza bułką, która średnio nam smakuje) dobrze zrobiony, po protu trzeba lubić ten sos.  Serowy - wkład był pyszny, bułka totalnie nieudana, zepsuła całe wrażenie.
Może trafiliśmy na serię niefortunnych zdarzeń, może nie było świeżych bułek, może humor nie dopisywał tego dnia. Najważniejsze, że wiedzą jak usmażyć dobre mięso. Do tego lokalu raczej nie wrócimy, bo mieliśmy przekrój menu na stole, ale przetestujemy pozostałe miejsca należące do burgerowego taty i porównamy :)

wizyta: czerwiec 2015
https://www.facebook.com/burgertatavan?fref=ts
https://ssl.gstatic.com/ui/v1/icons/mail/images/cleardot.gif


niedziela, 21 czerwca 2015

DIY Burger - nasze porady :)


Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie spróbowali swoich sił w przyrządzaniu burgerów. Akurat mamy sezon grillowy, czemu więc nie odejść od typowych kiełbas i karkówek? Mówiąc nieskromnie pierwsze działkowe burgery wyszły nam przezajebiste, dlatego wpisują się na stałe w letnie grillowe manu. 

Przygotowanie burgerów nie jest wcale trudne, zachęcamy Was do spróbowania własnych sił. Można użyć  ulubionych składników, sosów, zadbać o jakość i jeść z ogromną satysfakcją. 

Poniżej parę podpowiedzi od nas :)

Na 2 burgery potrzebujemy:

400-500g mielonej wołowiny (mielony antrykot) - wołowinę polecamy kupić w sklepie mięsnym, nie w hipermarkecie. Jest podstawą dobrego burgera, zatem nie warto na niej oszczędzać tych kilku złotych. Nie polecamy mięs garmażeryjnych, wszelkiego rodzaju gotowych mieszanek o nieznanej zawartości. My używamy antrykotu, który jest mielony przy nas w masarni. 
Uwielbiamy mięso średnio wysmażone, zatem musi być najlepszej jakości i bez jakichkolwiek domieszek wieprzowiny (której nie wolno zjadać surowej). 
Wołowina musi być świeża. Mrożona i rozmrażana traci soki i przez to smak. 

- 2 duże buły - my wolimy takie z piekarni, z sezamem lub gołe. Te burgerowe, sprzedawane w paczkach  są naszym zdaniem niejadalne i strasznie się kruszą. Bułkę z piekarni najlepiej kupić tego samego dnia, ale można użyć nawet wczorajszej, podpieczona na grillu zmięknie i będzie chrupiąca. 

- kilka grubych plastrów wędzonego boczku - najlepiej sporych i długich, żeby łatwo je było grillować. Powinny być grubsze niż te, które chcemy zjeść na surowo z kanapką, by po wytopieniu na grillu nie zniknęły całkowicie. 

- prawdziwy ser żółty - najlepiej klasyczny "burgerowy" Cheddar lub jakikolwiek żółty, dobrej jakości, tłusty, byle nie topione plasterki z folii.

- sałata - my najbardziej lubi zwykłą masłową, ma delikatny smak, nie kruszy się jak lodowa, nie jest gorzkawa jak niektóre odmiany

- pomidory - np. malinowe mają świetny słodki smak

- ogórki konserwowe lub kiszone - wedle uznania. Pokrojone cienko wzdłuż nie wypadają tak ochoczo z kanapki jak małe okrągłe plasterki.

- czerwona cebula - jest delikatniejsza niż biała i ma mniej nachalny smak

- sosy: klasycznie i bez wysiłku ulubiony majonez i dobrej jakości kechup. My robimy domowe BBQ śliwkowy i domowy "sos burgerowy".

Sos BBQ śliwkowy:
- 2-3 sparzone pomidory bez pestek pokrojone w kostkę
- powidła śliwkowe (co najmniej 4 łyżki)
- 2 łyżki miodu
- 1-2 łyżki sosu sojowego (ew. maggi lub po prostu sól)
- pieprz cayenne, chilli lub inna ostra papryczka w proszku
- połówka niedużej cebuli czerwonej pokrojona drobniutko
- ząbek czosnku pokrojony lub przeciśnięty przez praskę
- masło

Na ok. 1 łyżce masła podsmażamy cebulkę i czosnek (do zeszklenia, nie spalenia). Dodajemy pozostałe składniki i gotujemy ok 15 minut. W zależności czy wolimy sos słodki, ostry, słony można zwiększyć ilość miodu, papryczki ostrej czy sosu sojowego.
Po ostygnięciu doprawiamy jeszcze tak jak lubimy (sos jemy na zimno więc smak będzie inny niż gorący prosto z garnka). Sos można zmiksować na gładką masę. My lubimy, gdy są w nim kawałeczki warzyw.

Sos "burgerowy":
- 2 ogórki konserwowe - bardzo drobno posiekane
- połowa czerwonej cebuli bardzo drobno posiekana 
- ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę lub czosnek granulowany
- majonez (i/lub jogurt naturalny)
- keczup
- musztarda

Do posiekanych warzyw dodajemy wedle uznania: największą część majonezu (lub w wersji fit mieszankę z  jogurtem naturalnym), mniejszą część keczupu i najmniejszą część musztardy (ze względu na intensywny smak). Można doprawić pieprzem, ostrą papryką, czosnkiem granulowanym. Jeśli smak keczupu lub musztardy jest naszym zdaniem zbyt intensywny można po protu dołozyc majonezu/jogurtu. 
Sos najlepiej zużyć niedługo po przyrządzeniu. Jeśli postoi w lodówce dłużej niż 1 dzień smak cebuli staje się coraz bardziej natarczywy. 

Przygotowanie burgerów:

Do mięsa nie dodajemy absolutnie nic. Nie dodajemy jajek, mąki, bułki tartej, pietruszki - generalnie nie robimy z tego kotletów. Samo mięso bez dodatków również się klei i nie rozpadnie się na grillu (patelni). Formujemy dwie duże kule, które następnie spłaszczamy na ok 2cm placki. Wygładzamy nieco krawędzie tak żeby "domnkąć mięso".
Burgery lądują na grillu (patelni bez oleju), można je ewentualnie posypać solą lub pieprzem. My nie doprawiamy :)
W zależności od stopnia wysmażenia mięso grilluje się dłużej lub krócej. Unikamy grzania (gotowania) burgera przez 20 minut na grillu (patelni). Naszym burgerom wystarczą 2-3 minuty z każdej strony tak by się pięknie podpiekły, ale w środku zostały różowe i soczyste. Nie dociskamy burgerów do grilla/patelni - nie wyciskamy z nich soków - to one są odpowiedzialne za pyszny smak i wilgotność. Burgery obracamy szeroką szpatułką (nie widelcem, bo mogą się rozpaść lub pokaleczyć). 
Jeśli chcemy by położony na burgerze ser nieco się roztopił, kładziemy go na już upieczonej stronie po przewróceniu.  W ten sposób ser ma czas na stopienie od gorącego mięsa, podczas gdy druga strona właśnie się grilluje. 
W zależności od grubości boczku plasterki kładziemy razem z burgerami lub nieco później. Najlepiej w poprzek grilla by nie powpadały do węgla, gdy zmniejszą swoją objętość. Pod koniec boczek można położyć na serowej stronie burgerów.
Na końcu grillujemy bułeczki, najlepiej nie tylko od środka ale również z zewnątrz by pięknie wyglądały i były chrupiące. Bułka najlepiej smakuje delikatnie ugrillowana, powinna być chrupka, ale równocześnie miękka (a nie jak pumeks,  kalecząca dziąsła i podniebienie). 

Spód bułki smarujemy sosem (my majonezem), kładziemy liść sałaty, pomidory, czerwoną cebulę, następnie burger z serem i boczek. Polewamy to sosem BBQ tylko na środku bo i tak sos rozleje się po przyciśnięciu. Na sos kładziemy ogóreczka i przykrywamy górną częścią bułki posmarowaną od wewnątrz sosem (do wyboru do koloru :) ) u nas majonez. 
Nasze tricki:
Bułki dobrze posmarować warstwą czegoś lepkiego by trzymała warzywa. 
Dodatki zaś warto układać w mieszanej kolejności. Kiedy równocześnie położymy dużo śliskich składników: pomidory, ogórki cebula - mogą się one wyślizgiwać w trakcie jedzenia. 

Z doświadczenia, po tylu przejedzonych burgerach wiemy żeby nie przesadzać z ilością składników warzywnych i sosów. Głównym smakiem w burgerze musi być mięso. Sosów nie powinno być za mało, żeby kanapka nie była sucha, ani za dużo, by burger się nie rozmiękał i "lał się" po rękach ;)

Oczywiście dobór i ilość składników to kwestia gustu. My jesteśmy prawdziwymi wielbicielami klasyki, zatem najchętniej wsuwamy typowe burgery, bez rukoli, bakłażanów itp.

SMACZNEGO!!!